Projekty własne – czy to „secret project”, czy to nowa sesja stylizowana, czy to projekt realizowany z innymi fotografami – zawsze jest to wyzwanie i przekraczanie własnych granic i strefy komfortu.

Tak było także wtedy, kiedy zdecydowałam się na zgłoszenie do projektu Traveling Dress Polska – znalazłam się w gronie 19 fotografek z całej Polski i Europy. Wspólnym mianownikiem projektu stały się dwie sukienki – dla dorosłej kobiety i dla dziewczynki, uszyte przez Szpilka Photo Props, a sponsorem sukni stał się mój kochany małżonek – Crystal Albums.

19 fotografek i „tylko” dwie sukienki, które wędrują od jednej do drugiej. Czas na wykonanie dwóch sesji – maksymalnie tydzień. Losowość pogody i pór roku, a także stylów obróbki – mimo, że projekt jeszcze trwa – pozwoliła na uzyskanie różnorodnych efektów, uzależnionych od wizji fotografek, od miejsca, od modeli…

Szukając modelki do mojej sesji, chciałam bardzo mocno wyjść ze swojej strefy komfortu. Zależało mi, aby do tego wyjątkowego projektu zaangażować kogoś wyjątkowego. Marzyły mi się tatuaże, alternatywny styl, nieśmiało myślałam także o kobiecie-Amazonce.

Znalazłam Viru z VIRU CZESZE HERY i z miejsca oszalałam. TO BYŁO TO! A miejsce…miejsce również nie mogło być przypadkowe. Bardzo chciałam zestawić piękną suknię ze surowym krajobrazem – i tak razem z Viru spotkałyśmy się w pewien piękny zachód słońca na Pustyni Błędowskiej.

Jak nam poszło? Zobaczcie sami! Ja osobiście uważam, że dałyśmy czadu na 200 %.

Czy warto realizować własne projekty? No pewnie!