Ręce do góry, która z was spędziła niejedną chwilę w dzieciństwie na przeżywaniu z wypiekami na twarzy losów pewnej rudowłosej Ani? Która z was podkochiwała się w Gilbercie? A która z was z
rozrzewnieniem patrzyła na Mateusza, jednocześnie z niechęcią dziwiąc się szorstkości Matyldy, ale też trochę jej współczując? I w końcu – kto z radością biegał po Zielonym Wzgórzu, nie mogąc oderwać się od książki?

Dobrze, możecie opuścić ręce, jeśli wam też zdrętwiały od trzymania ich w górze przez wszystkie te pytania.

Ania z Zielonego Wzgórza to zdecydowanie moja ukochana seria z dzieciństwa
A ile ja łez wylałam na „Dolinie Tęczy”, czyli siódmej części powieści, to tylko ściany mojego pokoju w rodzinnym domu wiedzą. Ania Shirley to przyjaciółka z dzieciństwa niejednej z nas – kultowa bohaterka literacka, która do dziś podbija serca dziewcząt na całym świecie. Ach, żeby tylko dziewcząt – ja, dorosła kobieta, żona, matka, fotografka – wciąż kocham ją obłędnie.

Nie da się więc ukryć, że od lat miałam wielkie zawodowe marzenie:

Sesja zdjęciowa w klimacie Ani z Zielonego Wzgórza

Długo czekałam na realizację tego pomysłu, bo oprócz sprzętu i doświadczenia, niezbędna była również…muza. I znalazłam ją! Prawie cztery lata temu Marlena stanęła po raz pierwszy przed moim obiektywem (efekty możecie podziwiać tutaj). Wtedy była to zupełnie inna sesja, na pewno zainteresuje przyszłe panny młode wśród was.

Już wtedy wiedziałam, że znalazłam swoją idealną Anię, musiałam jeszcze tylko poczekać na właściwy czas i miejsce. (A że zdeterminowana jestem równie bardzo co Ania Shirley, to w końcu musiało się udać!).

Idealna Ania, idealna sesja

Marlena to wymarzona modelka do tej sesji. Dzięki naszej poprzedniej współpracy wiedziałam już, że bardzo dobrze nam się razem fotografuje. A dzięki temu, że w loterii genetycznej ewidentnie wygrała, byłam pewna, że wspaniale sprawdzi się w roli rudowłosej bohaterki mojej ukochanej opowieści.

Oczywiście, nie mówię tego z zazdrością. Skądże. Ja i zazdrość? Nigdy. Nie zazdroszczę jej wcale tego uroczo zadartego nosa, absolutnie przecudnych piegów i tych wielkich, zielonych oczu. W ogóle nie zazdroszczę. Ja po prostu delektuję się faktem, że znalazłam idealną Anię do swojej wymarzonej sesji z dzieciństwa.

Zwłaszcza, że wybrałam tez idealne do tej sesji zdjęciowej miejsce, a więc pola w okolicy Zawiercia, które wyglądały, jakby je ktoś wyjął i przeniósł z Wyspy Księcia Edwarda! Co prawda, zabrakło oceanu, no ale rozumiem – ocean rzeczywiście dość ciężko przenieść tak, żeby nie rozlać po drodze.

Z łatwością można jednak stworzyć klimat poprzez stylizację

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy standardowy kobiecy strój codzienny stanowiła skromna biała bluzka (bez dekoltu, rzecz jasna, za to mogła mieć falbanki) i długa, ciemna spódnica. Do tego oczywiście sznurowane botki i ewentualnie kapelusz chroniący włosy przed słońcem czy wiatrem. Co ciekawe, do dziś, gdy ktoś mówi o modzie tamtych lat, odwołuje się często właśnie do Ani z Zielonego Wzgórza. Nic więc dziwnego, że i ja wymarzyłam sobie swoją modelkę w takiej stylizacji.

Pogoda również miała tu znaczenie

Dogadałam się z popołudniowym słońcem, żeby zjawiło się na sesji zdjęciowej i zatańczyło w ognistych lokach Marleny. Ach, jakim ono okazało się dobrym tancerzem! Skakało między zielenią oczu mojej modelki a zielenią liści, podbijając kolory i tworząc klimat. Brakowało tylko tego, by Matylda zawołała na obiad, albo zjawił się Gilbert, wywołując tym rumieniec na twarzy Ani.

Patrząc na te zdjęcia widzę Anię z emocjami wypisanymi na twarzy, biegnącą po Zielonym Wzgórzu w stronę swoich marzeń i wołającą, że: „Nikt nie może nikomu zabronić marzeń o idealnym świecie. A poza tym podążając własną drogą, prędzej czy później i tak każdy znajdzie się na zakręcie!”

Ja wymarzyłam sobie idealną sesję zdjęciową i to marzenie spełniłam.
A o jakiej sesji ty marzysz? I jak mogę ci pomóc to marzenie zrealizować?