Kiedy przeprowadziłam się na Śląsk, nie zdawałam sobie sprawy, jakie ładne miejsca mogę zwiedzić praktycznie podczas krótkiej wycieczki rowerowej.

Podróże dookoła Zawiercia momentami przenosiły mnie do innego świata. Wystarczyło wyjechać kawałek za miasto, aby minąć ostatnie zabudowania i zobaczyć widok zapierający dech w piersiach. Drogi pełne zakrętów i podjazdów , na wspomnienie których mój rower jęczy ze zmęczenia. A wszystko to na wyciągnięcie ręki.

Jednak miejscem, na które „nie mogłam” trafić, była Góra Zborów. Po prostu było mi tam nie po drodze w moich rowerowych wyprawach. Kiedy jednak w końcu się udało, stało się jasne, że jest to miejsce idealne na plenery w zachodzącym słońcu (wie o tym kilku innych fotografów, których spotkałam na miejscu 😀 ).

To miejsce pełne spokoju, daje możliwość spojrzenia dookoła siebie aż po sam horyzont. Lubię tam wracać.

Mam też wrażenie, że sesje robione na górze Zborów są bardziej … spokojne. Wiecie, co mam na myśli? Jeśli nie, to zerknijcie na zdjęcia Ani i Bartka. Początek pleneru to okołozawierciańskie lasy – dwa moje ulubione miejsca, które ciągle zaskakują mnie czymś nowym, a dalsza część to właśnie góra Zborów.