Osobiście mam tak, że każda modelka – czy jest to profesjonalistka, czy to panna młoda, czy też po prostu osoba z chęcią do pozowania – wyzwala we mnie nowe, za każdym razem inne pokłady kreatywności. I z każdą sesją mam coraz inne spojrzenie na swoje kadry, ale i na tę osobę.

Alicję fotografowałam już chyba kilkanaście razy. Pierwsza sesja, która przychodzi mi do głowy jako pierwsza nasza wspólna sesja, która jeszcze gdzieś siedzi w odmętach FB, była sesją inspirowaną Alicją w Krainie Czarów i wtedy wyzwalała we mnie duże WOW (jakieś 4 lata temu, o ile dobrze pamiętam).

Sesja z pewnego piątku wyzwoliła we mnie wowowowow – i pokazała, jak bardzo przez kilka lat się zmieniłyśmy. Ala w zakresie pozowania, a ja w zakresie patrzenia na świat i umiejętności dostrzegania.

Sesję wykonałyśmy w Krakowie – było lekko mżąco. Wracając, postanowiłyśmy poszukać kwitnącego sadu. Znalazłyśmy jedno drzewo – ale za to jakie! Jestem niezmiernie wdzięczna właścicielom pola, na którym stało drzewo, że je nam udostępnili na te kilkanaście kadrów.

Nie przedłużając – Alicja.
Sukienka różowa: dzieło szanownej Mamy Alicji
Cudowne białe sukienki: Dorota Pietruszka 

Aparaty: D750 + Fuji XT-2