Każde spotkanie z parą młodą jest dla mnie powiewem świeżości. Poznaję ludzi z różnych – jakkolwiek to nie brzmi – kręgów; są to dla mnie nowe znajomości i nowe środowiska, co dla mnie – osoby niezwykle towarzyskiej – jest spełnieniem marzeń.

Ale to, co „zgotowali” mi Agnieszka i Łukasz, przeszło moje wyobrażenia.

Zawsze, kiedy przyjeżdżam do panny młodej lub pana młodego, aby fotografować przygotowania wiem, że muszę przekonać do siebie ważne w ich życiu osoby – tj. rodziców i dziadków. To jest punkt obowiązkowy w mojej głowie, aby rodzice oraz dziadkowie, którzy zapewne zapomnieli już, jak to jest mieć robione zdjęcia aparatem (bo przerzucili się na telefon, a w ogóle to „po co nam zdjęcia”) i zapewne będą mieli w planach robienie uników przed fotografem – zrozumieli, że są ważną częścią tych zdjęć i ich obecność na nich jest niezwykle ważna.

Spotkanie z bliskimi Agnieszki i Łukasza było niesamowicie ciepłe. Już po chwili spędzonej w mieszkaniu mamy Agnieszki oglądałam stare zdjęcia powieszone na ścianie i rozmawiałam z mamą Agnieszki. Z kolei u Łukasza było gwarno i radośnie. Te chwile mimo, że w biegu i zaaferowaniu fryzurą, strojem i innymi ślubnymi sprawami sprawiły, że od samego początku nić porozumienia była mocno wyraźna 🙂

Agnieszka i Łukasz zdecydowali się na ślub w jednym z najładniejszych kościółków, jakie widziałam. Miejscem ich ceremonii był kościół św. Wojciecha i Matki Bożej Bolesnej w Modlnicy. Odkąd byłam tam po raz pierwszy, zawsze z radością wracam. Kościółek jest stary i piękny – tak wewnątrz, jak i na zewnątrz, a każdy ślub w nim sprawia, że za każdym razem widzę go z innej perspektywy. Z kolei wesele odbywało się…naprzeciwko!

Naprawdę, nie sądziłam, że teren obok tego kościoła kryje w sobie tak urocze miejsce, w którym – jak się okazało – nie każdy może zorganizować swoje wesele. Teren Dworu Konopków należy do Uniwersytetu Jagiellońskiego i, jak się okazuje, rocznie odbywają się tam zaledwie 2-3 wesela.

Nie jestem w stanie opisać ceremonii tak, jak o niej myślę – brakuje mi słów. Było po prostu pięknie. Agnieszka i Łukasz, otoczeni najbliższymi, ślubowali sobie miłość, taką jedną na całe życie.  Tuż po ślubie para młoda oraz goście przeszli przez ulicę, by zacząć świętowanie.

Co mnie najbardziej urzekło, to swoboda, która towarzyszyła wszystkim gościom. Pierwszy taniec przed dworkiem, w otoczeniu przyjaciół i rodziny, następnie polonez, by tuż po nim i obiedzie goście zaczęli wesele – było więc trochę tańców, trochę aktywności na zewnątrz, rozmowy przy stolikach, zdjęcia grupowe i wiele, wiele innych…

Opisywać można długo… ale zamiast skupiać się na słowach – pokażę Wam zdjęcia.

Dziękuję Agnieszko i Łukaszu, za bycie takimi ludźmi.

Smooth Production – dziękuję za współpracę, która zaprzeczyła stereotypom na temat współpracy kamerzysty i fotografa.